data dodania: 04.07.2019

Władysław Szaynok i Marian Wieleżyński

Marian Wieleżyński, domena publiczna/Narodowe Archiwum Cyfrowe Fot. Marian Wieleżyński, domena publiczna/Narodowe Archiwum Cyfrowe
Obcobrzmiące nazwisko Władysław Szaynok zawdzięcza węgierskim korzeniom. Pochodzi z ziemiańskiej rodziny z Rzeszowa. Po ukończeniu gimnazjum wyjeżdża na studia do stolicy Galicji – Lwowa. Jest rok 1895, do odzyskania przez Polskę niepodległości jeszcze daleko, ale tam rodzi się już przemysł, który w przyszłości będzie oparciem dla gospodarki wolnej Polski.

Studiując we Lwowie, Szaynok interesuje się wydobyciem paliw kopalnych. W nieodległym Borysławiu trwa gorączka naftowa, rosną kolejne szyby i bite są rekordy wydobycia ropy. Podczas studiów po raz pierwszy daje o sobie znać ideowa postawa młodego Władysława. Wraz z przyjacielem, Marianem Wieleżyńskim, wydają miesięcznik „Promień – pismo poświęcone młodzieży szkolnej”. Wieleżyński jest lewicowcem, członkiem PPS. Gazeta ma przekaz patriotyczny i promuje prawa pracownicze.
Przyjaciele nie ograniczają się do walki piórem, ale uczestniczą też w nielegalnych wiecach robotniczych. Za tą działalność Szaynok otrzymuje nagany, a Wieleżyński zostaje wydalony ze studiów.

Już jako inżynier Szaynok trafia do Borysławia, gdzie zostaje inspektorem Wiedeńskiego Towarzystwa Nadzoru Kotłów Parowych. Ale nie tylko sprawność kotłów go zajmuje, wspiera także pracujących przy nich ludzi. W czasach, gdy maszyny parowe napędzają rewolucję przemysłową, większość obsługujących ich robotników to analfabeci. Szaynok organizuje dla nich zajęcia edukacyjne. W 1904 roku popiera strajki robotników w Borysławiu. Zostaje za to karnie przeniesiony do Brna na mało znaczącą placówkę. Nie chce tracić kontaktu z przemysłem naftowym i rezygnuje z dalszej pracy dla Towarzystwa.
Wtedy znów spotyka przyjaciela ze studiów. Wieleżyński skończył tymczasem studia na politechnice w Wiedniu i zdobył doświadczenie zawodowe, pracując w rafinerii „Galicja” w Drohobyczu. Miał tam okazję zobaczyć nie tylko prosperujący zakład, ale też pracodawców pomiatających robotnikami, którzy byli dla nich wyłącznie tanią siłą roboczą.

Zwrócił też uwagę na to, że podczas wydobycia ropy marnują się ogromne ilości gazu ziemnego. Złoża tego surowca towarzyszą ropie, ale dla nafciarzy gaz był tylko odpadem. Instalowali specjalne kominy przy szybach naftowych, byle tylko się go pozbyć. Ulatniający się gaz stanowił też dodatkowe zagrożenie dla szybów. To zapłon gazu sprawił, że w gigantycznym ogniu stanął na wiele tygodni największy z galicyjskich szybów – „Oil City”.
Młodzi inżynierowie postanawiają przekuć ten problem w swój sukces. Opracowują metodę skraplania gazu ziemnego i transportu pod postacią płynną na potrzeby oświetlenia miast i fabryk. W początkujących przemysłowców uwierzył przedstawiciel firmy, dostarczającej niezbędne do realizacji tego pomysłu urządzenia – kompresory. Dostają od niego zaproszenie na podróż po Stanach Zjednoczonych.

Za Atlantykiem zapoznają się z technikami wydobycia gazu ziemnego. W 1912 roku, choć czasy są niespokojne, ryzykują rozpoczęcie własnego biznesu. Zakładają spółkę „Gaz Ziemny”, a w 1916 roku spółkę „Gazolina”. Uruchamiają w Borysławiu pierwszą w Europie fabrykę tak zwanej gazoliny, czyli płynnego gazu. Wykorzystują system kompresyjny – gaz jest tutaj skraplany pod dużym ciśnieniem. Fabryka będzie pracowała aż do 1930 roku.
W tym czasie obaj młodzi przemysłowcy spotykają się we Lwowie z profesorem Politechniki Lwowskiej i przyszłym prezydentem Polski – Ignacym Mościckim. Prowadzi on spółkę badawczo-rozwojową „Metan”. Szaynok wspiera jej działalność finansowo i w wydawanym przez „Metan” czasopiśmie publikuje artykuły o metodach wydobycia i wykorzystania gazu ziemnego.

Już po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, wraz z Mościckim, łączą obie rozwijane spółki. W 1920 roku powstaje „Spółka Akcyjna Gazolina”, wszyscy trzej zasiadają w jej organach. W ramach tego przedsięwzięcia Wieleżyński łączy pasję biznesową ze swoimi młodzieńczymi ideami. Działanie spółki opierają na, podpatrzonym być może w USA, akcjonariacie pracowniczym. Rozwiązanie to polega na tym, że pracownicy spółki stają się równocześnie jej właścicielami i mają udział w zyskach.
W 1926 roku już niemal 70 procent pracowników jest współudziałowcami spółki. Rok później firma prosperuje na tyle dobrze, że jest w stanie wypłacać sześciokrotność ówczesnej płacy minimalnej, a wielu pracowników – udziałowców inwestuje w jej dalszy rozwój. Ich zaangażowanie pozwala spółce nie tylko poszukiwać nowych złóż, ale i przetrwać kryzysy. Już jako uznany w branży specjalista, Wieleżyński bierze udział w jednej z największych inwestycji II RP – jego firma gazyfikuje Gdynię. Umiera w 1945 roku.

W wolnej Polsce Władysław Szaynok lobbuje za stworzeniem opartego na polskim kapitale przemysłu gazowniczego. Za jego staraniem już w pierwszym roku urzędowania, sejm polski przyjmuje ustawę o „Wyłącznym upoważnieniu Państwa do zakładania rurociągów, służących do prowadzenia gazów ziemnych […]”.
Szaynok nie poprzestaje jednak na tym. Nie tylko projektuje nowe gazociągi, ale stara się wspierać cały polski przemysł wydobywczy. Inicjuje powstanie Stowarzyszenia Gazowników Polskich, w Warszawie finansuje czasopismo „Przegląd Gazowniczy”, a we Lwowie zostaje redaktorem miesięcznika „Nafta”.

Pisze artykuły, w których krytykuje politykę rządu wobec przemysłu naftowego. W 1926 roku zostaje dyrektorem Banku Naftowego z siedzibą we Lwowie. Umiera w 1928 roku. Mimo wielu znaczniejszych osiągnięć bywa dziś pamiętany jako inżynier, który zaprojektował pierwszą w Polsce stację benzynową. Została ona uruchomiona w 1924 roku.
Marian Wieleżyński i Władysław Szaynok - pionierzy polskiego przemysłu gazowniczego
Marian Wieleżyński i Władysław Szaynok - pionierzy polskiego przemysłu gazowniczego
Cookies

Serwis używa ciasteczek (cookies) – plików zapisywanych na dysku, w celu zapamiętywania informacji o korzystaniu z serwisu przez użytkownika (więcej). Użytkownik zawsze może skonfigurować cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.